sobota, 30 listopada 2013

Rozdział I:

-Castle!- krzyknął wołając mnie po nazwisku wychowawca gdy przyłapał mnie na opuszczeniu lekcji niemieckiego Dlaczego nie poszłam? Przecież jeszcze kilka miesięcy temu byłam najlepsza uczennicą. Wszystko się zmieniło. Muszę zbuntować, muszę być prawdziwa sobą. Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Niemożna go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy. Sto dziewięćdziesiąt siedem. Sto dziewięćdziesiąt siedem dni temu mój koszmar się zaczął. Scena z filmu. Pełno krwi, krzyk, szkło. Wypadek samochodowy. Dlaczego to mi nic się nie stało? Nigdy nie byliśmy przesadnie blisko ale to jednak rodzice. Samotność jest przedsionkiem śmierci. Mówią że świadomość śmierci pobudza do życia ale na mnie to nie działa. Zaraz gdy potwierdzono zgony (i wydano dla mnie wyrok takiego a nie innego życia)zabrano mnie tam. The Rainbow. Tak nazywa się ten ośrodek. Szare miejsce, rygorystyczne. Nie wiem jak udało mi się tutaj przeżyć. Czuję, że umieram z samotności, z miłości, z rozpaczy, z nienawiści -ze wszystkiego, co może mi zaoferować ten świat. Tutaj nie mam nikogo. Nigdzie nikogo nie mam, jestem zupełnie sama. W moim pokoju a raczej w mojej „celi” mieszkam z Ariadną. Tak jak ja ma ona szesnaście lat. Więcej o niej nie wiem, nie chce wiedzieć. -Czego?- zapytałam obracając się
-Dlaczego nie jesteś na lekcjach?- zapytał surowym głosem
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że moja odpowiedź niczego nie zmieni. Ten sam scenariusz co zawsze. Mr Drake a raczej Hipokryta (tak tutaj go nazywam) wygłosi mi kazanie i wyśle do dyrektora tego „psychiatryka”. Tam dowiem, że demoralizuje kolegów i koleżanki (jakbym jakichś miała) i dostanę karę. Nie pomyliłam się.
-Panno Castle, to już czwarty raz w tym tygodniu cię u mnie widzę. Jest wtorek- powiedział kpiącym głosem.
Chyba nikt tutaj nie pamięta mojego imienia. Ale w paszporcie wyraźnie jest napisane- Nelly. Imię po mojej babci. Dołujące jest to, że nikt z mojej rodziny nie jest wśród żywych.
-Masz tutaj jedzenie, szkołę, nocleg. Co zrobiłabyś bez nas?- mówił to co zawsze, tym samym tonem, równie szybko -Umarłabym z radości- powiedziałam poprawiając włosy
-Zawsze możemy cię stąd wyrzucić
-Dobrze pan wie, że o niczym tak bardzo nie marzę Musisz wytrzymać te dwa lata- powiedział chowając wzrok w papierach- Sprzątasz placówkę do końca miesiąca
-Uhumm- powiedziałam wstając po czym skierowałam się w stronę drzwi
-Nie skończyłem- krzyknął
-A ja tak- powiedziałam po czym wyszłam trzaskając drzwiami.
Osoby z ośrodka były zazwyczaj sierotami lub „trudną młodzieżą”. Mieli problemy z prawem, alkoholem, używkami. A ja? Gdyby nie to miejsce pewnie nie wiedziałabym jak smakuje piwo, jak się zaciągnąć papierosem. Wróciłam do celi. Było to małe pomieszczenie z niewielkim oknem z kratami. Ściany były pomalowane na szaro. Proste, nie wygodne łóżka, krzesło, stolik i mała szafka. Tylko tyle. Nienawidziłam tego miejsca. Zresztą nie ja jedna. Wiele osób popełniło tutaj samobójstwo. Wszyscy mówią, że to złe i nie odpowiedzialne ale ja wiem, że jest inaczej. Dla mnie samobójcy są aniołami którym nie jest dane życie na ziemi. Najbardziej dołujące w tym wszystkim są wieczory. Siedzę przy oknie i myślę. O tym co jest, było, będzie. O tym co czuje, czułam, czuć będę. I choć tak bardzo chcę uciec, skończyć z tym życiem to coś trzyma mnie przy pozostaniu tutaj. Coś, a może powinnam napisać ktoś. Kolejna noc minęła pełna przemyśleń i wątpliwości. Pierwsze dwie lekcje w środę były tymi z których moja obecność była stu procentowa. Lekcje angielskiego były moimi ulubionymi. Sam przedmiot nie był zbyt trudny a nauczyciel... Na sama myśl o nim robiłam się czerwona. Pan Frank Rushsen był bardzo przystojnym trzydziestopięcioleciem. Nie był zbytnio umięśniony, ot przeciętny. Zazwyczaj zakładał koszule i marynarki. Miał czarne włosy i lekki zarost. Ciemne oczy były idealnie wyeksponowane wśród rzęs. Nie był spięty jak wszyscy tutaj, był wyluzowany, zabawny. Opowiadał ciekawe historie, dowcipy, pomagał, tłumaczył. Świetnie się z nim rozmawiało. Tego dnia oddawał nam sprawdziany. Pokazywał na tablicy jak trzeba było coś rozwiązać. Dostałam 4- więc nie zwracałam szczególnej uwagi na poprawę tylko na niego. Gdy zauważyłam, ze złe coś policzył zawołałam go do siebie. Nie chodziło mi o lepsza ocenę, miałam to gdzieś. Chciałam poczuć zapach jego perfum, chciałam popatrzyć z bliska w jego oczy.
- Chyba zaszła tutaj jakaś pomyłka- powiedziałam wskazując na źle sprawdzone zadanie
- Hmm- powiedział pochylając się nad kartka
Wciągnęłam powietrze i równocześnie poczułam perfumy. Ostre, wyraziste a zarazem takie delikatne, cudowne.
- Tak, tak. Faktycznie. Pomyliłem się- powiedział uśmiechając się i okazując swoje białe zęby
Przestałam już myśleć o teście, o nauce i szkole. Myślałam już tylko o nim. Nie miał zony, dzieci. Mieszkał sam na jednym z głównych osiedli miasta. Dwie godziny z nim minęły bardzo szybko, zbyt szybko. Gdy po skończonej lekcji wszyscy wyszli z klasy ja zostałam. Chciałam znów poczuć ten zapach, usłyszeć jego głos. Był tak bardzo uzależniający. Stal się moim powietrzem, moja woda, ziemia. Jak nikotyna, heroina. Nie przeszkadzało mi ze był ode mnie dwadzieścia lat starszy, jego wygląd i osobowość załatwiały sprawę. Wiek jest tylko liczba.
- O co chodzi Nelly?- zapytał podnosząc wzrok znad stosu papierów
- Po prostu sobie nie radze- powiedziałam odwracając wzrok
Potrafił lepiej doradzić i wysłuchać niż nasz pedagog. Kryl w sobie tak wiele.
- Mam mało czasu ale...- zaczął ale przerwałam mu
- Możemy o tym porozmawiać kiedy indziej, jutro albo kiedyś tam
- Chciałbym ale niestety. To mój ostatni dzień tutaj, zostałem zwolniony
- Ale... jak to? To pewnie pomyłka, to niemożliwe. Jest pan najlepszy!- nie mogłam w to uwierzyć
- To prawda- powiedział smutno- Ale zostawmy mnie, jaki masz problem?
- To nic poważnego- odparłam
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. O której masz czas na wyjścia?
- Od 16:00 do 19:00- odpowiedziałam
- Może więc dasz się zaprosić na kawę i ciastko? Opowiesz mi o wszystkim, chyba, że nie odpowiada ci moje towarzystwo?
- Skąd! Uwielbiam pana, chętnie pójdę
Fakt, że zaprosił mnie gdzieś po szkole był niesamowity. Umówiliśmy się na szesnasta w kawiarni po drugiej stronie miasta. Pożegnałam się z nauczycielem i z wyjątkowa chęcią poszłam na niemiecki. Fakt, ze teraz ta lekcja nie specjalnie mi przeszkadzał. Nauczycielka wezwała mnie do odpowiedzi, miałam dużo braków. Byłam jednak przygotowana. Dostałam 3+ co wywołało uśmiech na twarzach mojej i nauczycielki. Okazało się ze dużo rozumiem, umiem wykonywać ćwiczenia i ten język nie jest taki zły. To dzięki niemu. Matematyka i geografia zleciały równie szybko i przyjemnie. Gdy lekcje się skończyły jak na skrzydłach pobiegłam do pokoju. Wybrałam ubrania, przeczesałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Niestety zegar wskazywał jednak dopiero w pól do trzeciej. Do pokoju weszła Ariadna. Jak zawsze próbowała się do mnie odezwać, zacząć rozmowę. Ale jak do tej pory jedynym zdaniem jakie do niej wypowiedziałam a raczej wykrzyczałam było „Odpierdol się ode mnie!”.
- Gdzie się wybierasz?- zapytała swoim słodkim głosem wywołującym u mnie odruchy wymiotne
Zero odpowiedzi.
- Z kim idziesz? Będziesz się włóczyć? Nigdy nie wychodziłaś- nie dawała spokoju
Odpowiedziała jej cisza.
- Nie chcesz to nie mów- udawała zbulwersowaną
Nie znam jej więc nie powinnam oceniać ale mam jej szczerze dość. Wtrąca się, o wszystko pyta. Co ona może mieć do naszego spotkania?
Na swojej drodze spotykamy tysiące osób całkowicie nam obojętnych. Aż nagle trafisz na tę jedną jedyną, która odmieni twoje życie, na zawsze. O w pół do czwartej wyszłam z ośrodka. Pierwszy raz od tak dawna. Było zimno, w końcu zbliżało się Boże Narodzenie. Wśród spadających płatków śniegu nie było wiele widać. Doszłam do kawiarni. Przej jej szybę zobaczyłam go. Siedział przy stoliku z zamyślonym wzrokiem. Moje serce momentalnie zaczęło bić szybciej gdy przegryzł wargę spoglądając na zegarek. Czekał tam, na mnie. Weszłam do środka. Gdy mnie zobaczył wstał i uśmiechnął się. Podeszłam do stolika a on szarmancko odsunął mi krzesło. Tkwiliśmy chwile w milczeniu, chciałam tylko przy nim być. Widzieć go. Rozmowa była zbędna.
- Więc o co chodzi?- zapytał
- Po prostu chciałam się z panem
spotkać- powiedziałam uśmiechając się
- Nie spodziewałem się. Co jest?
Co mam mu powiedzieć? Prawdę? Kłamać, zmyślić? W radiu zaczęła iść romantyczna piosenka. „Don’t look back,
Live your life, Even if it’s only for tonight „.
- Zakochałam się- powiedziałam cicho
- Więc w czym problem, miłość jest piękna- powiedział spokojnie
- On jest sporo starszy. Czy pan mógłby spotykać się z dwadzieścia lat młodsza dziewczyna?- zapytałam próbując nakierować go na odpowiednie rozumowanie
Ale on się nie zorientował. Nie był świadomy tej różnicy między nami, nie wiedział ze mogę go kochać.
- Jeśli pokochałaby mnie, znałbym ja i czul się przy niej wyjątkowo to opinia innych nie byłaby problemem. Wiek to tylko liczba- powiedział a mi w brzuchu zaczęły się kręcić motyle
- Więc- postanowiłam zaryzykować- To pan... to pan, panie Rushsen
Mężczyzna zmarszczył brwi i nerwowo poprawił włosy nie świadomy sytuacji. Nie spodziewał się, ze to on jest tym. Jego słowa dodały mi skrzydeł i uwierzyłam w to, ze mogę być szczęśliwa. Złapałam go za rękę choć próbował się wyrwać i popatrzyłam mu głęboko w oczy. Wiedział, ze nie kłamie.
- Ale... Nelly- próbował nerwowo zebrać słowa
- Kocham pana. Myślę tylko o panu...- do oczu zaczęły mi napływać łzy
Spodziewałam się odrzucenia ale to bolało.
- Jesteś jeszcze młoda, znajdziesz kogoś w swoim wieku, jeszcze kogoś pokochasz. To na pewno nie jest miłość. Lubie cie, bardzo cie lubię. Ty tez mnie lubisz ale to nie to uczucie. Jest różnica. Jestem po prostu dla ciebie za stary- próbował mnie pocieszyć
- Więc ja nie zasługuje na miłość- powiedziałam smutno, ocierając łzy- może mnie pan odwieść?
- Oczywiście- powiedział zostawiając pieniądze za kawę która wcześniej pił
Dotarliśmy do jego samochodu. Otworzył mi drzwi a ja wsiadłam. Gdy wsiadł nie odpalił silnika. Chciał jeszcze porozmawiać.
-
W jednej sekundzie chce mi się płakać , w jednej chce mi się zabijać, w jednej chce mi się umrzeć- powiedziałam patrząc przed siebie
- Nelly. Nie możesz sobie nic zrobić. Rozumiesz? Obiecaj
- Nic nie mogę obiecać bo coś rozwala mnie od środka. Pan nic nie rozumie
- Rozumiem, rozumiem wiele. Bardzo cie lubię, uwielbiam z tobą rozmawiać. Jesteś śliczna, mądra, wspaniała. Ale mógłbym być twoim ojcem- mówił zdenerwowany
- Wiek to tylko liczba- zacytowałam go
- Uwierz jesteś dla mnie wyjątkowa

- Nie wierze- powiedziałam pewna
- Powiedz mi proszę, co ty czujesz?- poprosił
Patrzyłam na niego, chłonęłam jego widok. Nie wytrzymałam natłoku emocji i uczuć, kotłujących się w swojej duszy. Po prostu nie wytrzymałam... I zaczęłam mówić.
- Co jeżeli ciągle o Tobie myślę, hę? O Twoich wargach, Twoich słowach, Twoich oczach? Co jeżeli co rano budzę się z Twoim imieniem w głowie? Co jeżeli zasypiam z Twoją twarzą pod powiekami? Co jeżeli moje serce bije zaskakująco szybko, gdy tylko Cię zobaczę? Co jeżeli mój mózg wyłącza się, kiedy do głowy uderzy mi Twój zapach?
W sumie to nie wiedziałam jak określić uczucia, którym jego darzyłam. Nie byłam w stanie opisać tego jednym słowem. Może to dlatego wyszła mi taka epopeja? Nie miałam pojęcia. Ale mówiłam dalej...
- Co jeżeli rozsadza mnie tęsknota, kiedy wiem, że zaraz odejdziesz, choćbyś nawet stał obok mnie? Co jeżeli śnisz mi się co noc, a ja czerpie z tego ogromną przyjemność? Co jeżeli to wszystko prawda?
Dopiero po chwili dotarło do mnie co powiedział. Dotarła do mnie powaga tych słów, które przecież mogłam streścić w jednym, głupim pytaniu. "Co jeżeli Cię kocham"?
- To jednak miłość. Przepraszam, ze nie wierzyłem- powiedział skruszony dając mi nadzieje- Ale będziemy tego żałować, oboje

- Wierzę, że każde doświadczenie, każda zła decyzja czegoś nas uczy. Dlatego nie powinniśmy bać się popełniania błędów.
Odwróciłam się w jego stronę, wiedział co planuje zrobić.

- Nie powinniśmy- wyszeptał
Ale ja go nie słuchałam. Musiałam go jakoś zatrzymać, musiałam coś wymyślić, zrobić. Przybliżyłam się do niego i delikatnie dotknęłam jego policzka. Zarost lekko otarł się o moja dłoń.
- Za miłość nie można karać- powiedziałam cicho
Moje wargi przywarły do jego. Próbował mnie odepchnąć ale nie chciałam się poddać. Zaczęłam go całować, on na początku tkwili bez ruchu. Później przyłączył się do mnie i nasze wargi tańczyły razem. Jego ręka wsunęła się w moje włosy, drugą przycisnął mnie do siebie. Ja nie widziałam w tym nic złego, on mimo swoich przekonań nie przerwał. Po chwili oderwałam moje usta i odsunęłam się.
- Ja nie mam czego żałować- powiedziałam pewna siebie poprawiając fryzurę
- Ja... przepraszam, powinienem to przerwać- zaczął się obwiniać
- Kocham pana -powiedziałam zostawiając mu karteczkę z numerem telefonu
Otworzyłam drzwi i wybiegłam z samochodu zostawiając mężczyznę z myślami samego. Słyszałam jak mnie woła ale nie odwróciłam głowy. W mojej głowie cały czas siedział moment pocałunku. Popatrzyłam na zegarek i stwierdziłam, ze muszę iść szybciej bo będę mieć awanturę za spóźnienie. Gdy byłam pod budynkiem dostałam smsa.
„Sam nie wiem co o tym wszystkim myśleć ale choć powinienem to nie żałuje. Chyba coś do ciebie poczułem. Dziękuje za to, ze mi to uświadomiłaś. To będzie bardzo trudne, życie jest trudne. Czy dam rade? Zobaczymy. Razem”
Gdy go przeczytałam przeszły mnie ciarki. Miałam ochotę śpiewać, tańczyć, krzyczeć. Wpisałam numer do kontaktów i weszłam do budynku w sam raz na kolacje. Nie przeszkadzało mi, ze do jedzenia była jakaś breja. Gdy zauważyłam, ze do jadalni wszedł pan Rushsen prawie się zadławiłam. Miał na sobie ta sama pomięta koszule. Koszule która ja pomięłam. Usiadł przy dyrektorze i o czymś rozmawiali. Może chce poprosić o powrót do szkoły? Szybko dojadłam i poszłam do swojego pokoju po czym napisałam smsa do nauczyciela.
„O czym pan z nim rozmawiał? Myśl, ze nie będę miała takiego seksownego nauczyciela mnie przytłacza. Przecież to był główny powód, ze nie opuściłam tych lekcji ani razu. Tęsknie za ta sytuacja w samochodzie.”
Fakt. Byłam trochę bezpośrednia i bezczelna ale nie potrafiłam inaczej. Odpowiedz przyszła szybko.
„Chciałem się z nim pożegnać. Weź się za naukę, wykształcenie jest potrzebne. Bez tego nic nie osiągniesz. Pójdziemy gdzieś jutro? Wyjeżdżam na święta.”
Dlaczego zignorował to co do niego napisałam? Do pokoju weszła Ariana więc odwróciłam się w druga stronę. Była moim zupełnym przeciwieństwem. Taka pookładana, słodka. Nie mam pojęcia co ona tu robiła.
„Z panem pójdę wszędzie. Jestem w stanie uciec jeszcze dzisiaj, albo zrobię coś żeby mnie wyrzucili”
Odpowiedz przyszła szybko.
„ I gdzie byś się podziała? Nawet nie żartuj. Nie wytrzymałabyś ze mną nawet kilku godzin”
„Oczywiście spałabym pod brama wjazdowa. Z panem mogę wytrzymać wieczność. Każda chwile aż do końca”
Przebrałam się i położyłam. Teraz, pierwszy raz mogłam spokojnie zasnąć. Wiedziałam, ze nie jestem sama. Wiedziałam, ze ktoś o mnie myśli. Może mnie nie kocha, ale przynajmniej zaprząta sobie mną głowę. Ustaliliśmy godzinę spotkania i zasnęłam. Śnił mi się on. Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział, ze zakocham się w o dwadzieścia lat starszym nauczycielu nie uwięzłabym w to. Miłość jest ślepa, nie wybiera. Mam nadzieje, że kiedyś on poczuje to co ja, że zrozumie. Jest inteligentny, uda mu się. Wierze w to. Miłość doda nam skrzydeł. Niech inni mówią sobie co chcą. Zrobię dla niego wszystko. A przez cały sen słyszałam piosenkę przy której mu to powiedziałam i widziałam jego pierwszego smsa. To dodawało mi energii, dawało nadzieje. Z pięknego snu obudził mnie dźwięk budzika. Obrałam się, umyłam i uczesałam. Zobaczyłam nie odczytana wiadomość od nauczyciela.
„Dobrej nocy”
Dwa słowa a wywołały uśmiech na mojej twarzy. Pierwsza była chemia. Miała być kartkówka. Udało mi się ściągać i dostałam 4+ co sprawiło, ze moja ocena z dwójki podskoczyła na troje na semestr. Następny był WDŻ więc przez cala godzinę słuchaliśmy jakichś głupot. Na Wfie jak zwykle nie ćwiczyłam. Klasa przez cala godzinę biegała a ja w tym czasie rysowałam w zeszycie portret Franka. Zrobiłam zdjęcie rysunku i wysłałam mu ze słowami „Obsesja? Nie mogę się doczekać spotkania. Miłego dnia”. Dostałam w odpowiedzi mmsa z jego zdjęciem i wielkim uśmiechem na twarzy. Napisał, ze mu się śniłam. Zakochuje się w nim coraz bardziej. Poznaje go od nowa. Chce z nim być bo wiem, że będziemy szczęśliwi.


 I oto pierwszy rozdział. Mam nadzieje, że ktoś przeczyta. Pozdrawiam!
Leigh

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz